Edmund John (1894-1989) polski architekt, grafik, plakacista, malarz i wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej był stałym bywalcem Kazimierza Dolnego od czasów pierwszego przedwojennego pleneru Tadeusza Pruszkowskiego. Zauroczony zaułkami nadwiślańskiego miasteczka przez resztę życia nieustannie do niego powracał. Najpierw sam, a potem z rodziną. Latem spędzał w Kazimierzu 4 miesiące. Często sprzedawał swoje akwarele w aptece u Lichtsona. Za jeden obrazek dostawał 10 zł, co starczało na obiad dla niego i zaproszonych gości. Edmund John zaprojektował nad wejściem do apteki napis, który wisi do dnia dzisiejszego. Kiedy w Kazimierzu powstał budynek Stowarzyszenia Architektów Polskich wszyscy znajomi zachęcali Edmunda, aby podczas letniego pobytu zajmował wygodny i nowoczesny pokój, ale on zawsze odmawiał, bo wolał mieszkać w skromnych warunkach “po ludziach”. W miasteczku był znany z tego, że lubił wieczorne przechadzki po wąwozach. Niemal zawsze towarzyszyła mu grupa znajomej młodzieży, dzieci i dorosłych. Edmund John był człowiekiem bardzo dowcipnym. Rozśmieszanie ludzi było jego pasją. Im bardziej ktoś śmiał się z jego żartu, tym większą miał z tego radość.

Jeszcze przed wojną pan Edmund zachwycił się słynnym palindromem Juliana Tuwima, czyli zdaniem, które czytane w przód i wspak brzmiało identycznie: “kobyła ma mały bok”. Zainspirowany sam zaczął tworzyć palindromy. Pierwsze z nich powstały prawdopodobnie w Kazimierzu, na kawiarnianych serwetkach w Rynkowej”. Pan Edmund najpierw wybierał literę, która była osią i do tej litery dodawał kolejne litery – te same z prawej i lewej strony. Nie było to łatwe, bo trzeba było to robić w taki sposób, żeby zdanie miało sens. np. “Ada raportuje, że jutro parada”, “Ale uda szałowe me! – woła z sadu Ela”, “A narodowi piwo do rana”. Z czasem palindromy stały się wielką pasją profesora Johna. Stworzył ich ok. 2500 tysiąca, , co stawiało go niewątpliwie w światowej czołówce autorów.  W 2006 roku syn artysty, Jacek, zgromadził je w książce pt.  “Palindromy pana Johna”.

Palindromy Edmunda Johna stały się inspiracją dla zespołu “Dziady Kazimierskie”, który w swojej piosence złożonej z palindromów określa je jako „skarby kazimierskiej rasy”.

Mieszkańcy Kazimierza i stali bywalcy dobrze znali przygarbioną sylwetkę starszego pana w baskijskim berecie, spacerującego po rynku z laską i nieodłączną fajką w ustach lub pijącego kawę w “Rynkowej”. Artysta jako jeden z pierwszych odkrył Kazimierz dla studiów malarskich i pokochał to magiczne miasteczko, w którym życie toczyło się w symbiozie kultury chrześcijańskiej i żydowskiej. Był jednym z ostatnich twórców pamiętających „szalone lata” międzywojennego Kazimierza. Osoba profesora stała się legendą jeszcze za jego życia”

Agnieszka Stelmach

Zobacz także  Daniel de Tramecourt

(w artykule wykorzystano zdjęcie ze strony internetowej „wkazimierzudolnym.pl”)

There are no comments yet.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked (*).